Archiwa tagu: fotografia szlachetna

Wystarczy jeden krok…

czerwoner.jpg

Niejednokrotnie, gdy miałam okazję focić w jednym miejscu, jedną modelkę z moimi kolegami, zaskakiwała mnie mnogość interpretacji sytuacji – nasze zupełnie odmienne spojrzenia na emocje, na światło, na ułożenie w kadrze.

Kochani, każdy z nas patrzy, widzi inaczej. W każdym razie powinien. Powinien, by móc nazwać się twórcą. Ba nawet odtwórca-fotograf powinien pokazywać świat w swoim stylu, starannie komponując obrazy.

Na warsztatach nasi uczestnicy zwłaszcza w pierwszych dniach nie zawsze mogą pozwolić sobie na bycie twórcą – nie stylizują, nie dobierają sami miejsc na zdjęcia. Pierwszy dzień to zawsze fotografowanie w grupie, często „zza pleców” fotografa prowadzącego. Chciałabym, byście zauważyli, że nawet taki sposób/dzień nie pozbawia Was/uczestników inwencji twórczej. Spójrzcie, jak ogromne znaczenie ma spostrzegawczość, refleks, smak, podstawowa wiedza fotograficzna, no i jak wielkie znaczenie ma jeden, jedyny mały krok: w tył, w przód, w bok, w górę…

Skomentuj


Być jak mały bóg…

dsc_0016_male

Arcadius Mauritz

Nowe czasy przyniosły nie tylko konsumpcjonizm w sferze życia, ale też zataczając szeroki łuk sięgnęły po wszelkie przejawy bycia człowiekiem. Bo przecież na przetwarzaniu się nie kończy. Stanowienie o sobie samym to przede wszystkim świadomość, że ma się wpływ na otoczenie, podprogowe pragnienie manipulacji ludzkim anturażem by ten zaś realizował potulnie nasze mniejsze i większe potrzeby, otwierał kolejne drzwi, zasłuchiwał się w tym co mamy do powiedzenia…

Skomentuj


Malarstwo, fotografia piktorialna, czy modern piktorializm?

wielbiony przeze mnie Edward Steichen "Wind fire" z 1921

Marcelina Oczkowska

Ze mną było tak: najpierw były słowa (w końcu jestem historykiem literatury), masa książek, masa słów… Kiedy one przestały wystarczać, oczy zaczęły się psuć ;) , myśli się rozbiegać coraz częściej zwracałam uwagę na obrazy, na wszystko, co mnie otacza. W końcu zauważyłam, że malarstwo bardziej mnie fascynuje niż literatura. Miałam szczęście trafić na wykłady cudownej pani profesor Zofii Mocarskiej-Tyc, zająć się przy tej okazji korespondencją siostrzanych sztuk – malarstwa i literatury. No i stało się tak, że coraz mniej pisałam, a coraz częściej myślałam obrazami.

Jako że Bozia nie obdarowała mnie zdolnościami manualnymi, nie było sensu brać w ręce pędzla – wiedziałam, że ręce nie uczynią tego, co pomyśli głowa. Nie miałam wyjścia – moim przeznaczeniem (tak, wiem, to zbyt górnolotne określenie) okazał się aparat. Przyznaję, że zaczęłam robić zdjęcia, nie mając żadnego przygotowania, nie znając w ogóle historii fotografii -  ba, ja nawet nie wiedziałam, kto to Saudek, Newton, czy ktokolwiek inny znany i modny w tych czasach wśród miłośników fotografii. Zatem robiłam zdjęcia ad hoc, idiotkamerą, z potrzeby chwili, by wyrazić siebie, mając w głowie tylko tę bazę, którą zgromadziłam, chłonąc dzieła malarzy.

Skomentuj